Tajemnice INCI - Jakich składników unikam?

Składniki, których staram się unikać w kosmetykach

Witam Was serdecznie na moim blogu!
Dzisiaj nieco inny post, bo nie będzie on poświęcony jednemu składnikowi, czy nawet jednej grupie składników. Dzisiaj opowiem Wam, jakich substancji unikam lub jakie ograniczam, jeśli chodzi o kosmetyki pielęgnacyjne. Znajdziecie tu również kilka krótkich wzmianek na temat mojej pielęgnacyjnej rewolucji.

Zapraszam do czytania 💗

   Mała "historia kolorów":  
czerwony - unikam bezwzględnie!
żółty - staram się nie stosować, jednak są pewne rzadkie wyjątki 

czego unikać w poprawnej pielęgnacji?

WŁOSY

  1. Sodium Lauryl Sulphate (SLS) - Jest substancją powierzchniowo czynną, wykorzystywana jako detergent. Może powodować podrażnienia, alergie, swędzenie, zaczerwienienie. Popularny składnik szamponów, płynów do kąpieli, a nawet płynów do mycia twarzy.
  2. Sodium Laureth Sulphate (SLES) - Substancja o działaniu nieco łagodniejszym od poprzednika. Jednak wciąż może wywoływać podobne reakcje skórne jak SLS.
  3. Silikony (składniki z końcówkami -cone, -conol, -siloxane) - Unikam ich w dużej mierze, jeśli chodzi o szampony i  kremy do twarzy. Natomiast od czasu do czasu stosuję je na moje zniszczone końcówki włosów. Są to bardzo kontrowersyjne substancje, o których szerzej przeczytacie w innym poście: KLIK.

CIAŁO

W kwestii pielęgnacji twarzy jestem bardzo wymagająca i staram się używać tylko naturalnych kosmetyków. Jednak czasem zdarza się, że znajdę pewne składniki w produktach, które bardzo lubię. W takim przypadku nie decyduję się na dyskwalifikację kosmetyku, tylko możliwe ograniczenie stosowania. Lub po prostu używam ich np. w pielęgnacji dłoni. Takie składniki zaznaczam oczywiście na kolo żółty.
  1. Silikony - W kremach, żelach do mycia itp. - nie używam. Natomiast inaczej sprawy się mają jeśli chodzi o podkłady. Jak wiecie lub nie, jestem fanką podkładu Rimmel Lasting Finish Breathable (recenzja - KLIK), jednak nie używam go na codzień, a jedynie raz czy dwa razy w tygodniu. Z tego powodu zaznaczam silikony na żółto, w punkcie "twarz".
  2. PEG (PEG, PPG, PEO, polyethylene oxide, polyethylene glycol) - O nich będzie jeszcze osobny, wyczerpujący post, dlatego powiem Wam jedynie, że są owiane złą sławą. Jednak są jednymi z najlepiej przebadanych substancji. Są uznane za bezpieczne, jednak z zagrożeniem zanieczyszczenia rakotwórczymi tlenkiem etylenu i 1,4 dioksanem. Dlaczego więc zaznaczam na żółto? Z tej przyczyny, że niestety jedna z tych substancji znajduje się w moim ulubionym kremie oraz podkładzie. Cóż, każdy ma swoje grzechy kosmetyczne. Nie mniej jednak stopniowo staram się wyrzucać te związki z moich półek. 
  3. Parafinum Liquidum (Paraffin Oil, Liquid Petrolatum, Liquid Parrafin) - Jako posiadaczka  cery tłustej, nie mogę sobie pozwolić na kosmetyki z tym składnikiem. Jest to emolient tłusty, a więc tworzy on warstwę okluzyjną, która zapobiega odparowaniu wody z naskórka. Co u wielu substancji jest pomocne, jednak w tym przypadku składnik ten może spowodować tak zwany wysyp na twarzy, gdyż wspomniana warstwa jest nieprzepuszczalna i hydrofobowa. Dodatkowo utrudnia absorbowanie dobrych składników zawartych w kosmetyku oraz ingeruje w naturalny proces wydzielania łoju przez naszą skórę. Co  z kolei sprzyja rozwojowi bakterii beztlenowych.
  4. Paraffin (Crystalline Petroleum Wax, High Melting Point Paraffin, Low Melting Point Paraffin, Paraffin Wax, Paraffin Waxes, Petroleum Wax, Solid Paraffin) - Parafiny unikam ze względu na wzmożone ryzyko wystąpienia reakcji typu pryszcze, krostki i zaskórniki.
  5. Parabeny (Propylparaben, Methylparaben, Isopropylparaben, Ethylparaben, Isobutylparaben, Butylparaben) - Należą do jednych  z najlepiej przebadanych substancji konserwujących. Zostały uznane przez FDA oraz CIR. Jednak wiele badań wykazało potencjalne działanie estrogenne, czyli mogą przyczynić się do zaburzeń gospodarki hormonalnej. Istnieją także podejrzenia głoszące, że niektóre parabeny mogą wywołać nawet raka piersi, szyjki macicy i jajników. Nie powinny być stosowane na skórę z oznakami chorobowymi. Mogą spowodować podrażnienia.
  6. Alcohol Denat. - Tak jak w przypadku tzw "dobrych alkoholi" jestem raczej pobłażliwa, tak tutaj... Jestem absolutnie na nie. Niestety nie zanalizowałam tego składnika na blogu, ale zrobiłam to na instagramie, gdzie Was serdecznie zapraszam (link na pasku bocznym). W skrócie: Alcohol denat. jest chętnie używany np. w tonikach dla cery tłustej, z racji że  "wysysa" nadmiar sebum. Innymi słowy po prostu mocno wysusza, co prędzej czy później wyjdzie na światło dzienne. Jakby tego było mało, poprzez wysuszenie, nasza skóra zacznie produkować jeszcze więcej sebum, co niewątpliwie przyczyni się do powstawania coraz to nowszych niedoskonałości. Odkąd unicestwiłam kosmetyki z tym składnikiem, moja skóra ma się o wiele lepiej i jest mi dozgonnie wdzięczna.
  • Filtry przeciwsłoneczne
  1. Homosalate
  2. Benopheone-3 oraz -4
  3. Ethylhexyl Methoxycinnamate
  4. Octyl Methoxycinnamate
  5. Octyl Dimethyl PBA
  6. Octylomethoxycinnamate
  7. 4-Methylbezylidene Camphor
Powyżej wymienione składniki to przenikające filtry chemiczne. Istnieje ryzyko wystąpienia alergii oraz podrażnień. Do tego posiadają umiejętność przenikania do krwiobiegu oraz mogą spowodować mutacje komórkowe.

 ✂ ✂ ✂ ✂ ✂ ✂ ✂ ✂ ✂ ✂ ✂ ✂ ✂

MOJE DOŚWIADCZENIA

Odkąd zaczęłam zwracać większą uwagę na skład swoich kosmetyków, większość moich problemów ze skórą zniknęła. Nie mam już tak potężnego wysypu na twarzy. Prawda, wciąż zdarzają się niespodzianki, jednak przyznam że w dużej mierze odpowiedzialna jest za to moja własna dieta. Można więc powiedzieć, że jestem dowodem na to, że można, da się samemu zadbać o siebie i choćby zminimalizować szkody, jakie mogą wyrządzić nam źle dobrane kosmetyki. Teraz tylko poprawić się w jedzeniu i na zawsze pożegnać się z trądzikiem.

Natomiast w kwestii włosowej jestem nieco mniej wymagająca, jednak niechętnie patrzę na wszelkie "szałmy" i "pantiny". Staram się używać jedynie szamponów z dobrym składem, ale w odżywkach jestem skłonna do popełniania drobnych wykroczeń. 
Lecz to nie sprawia, że nie mam nic do powiedzenia. Porzuciłam SLS oraz SLES, a moje włosy mi za to podziękowały. Wciąż są w kiepskim stanie, z racji, że kiedyś nadużywałam farb, prostownicy i lakieru do włosów. Ale mogę  Was zapewnić, że ich stan zmienił się nie do poznania. Są milsze w dotyku, odżyły, nie kruszą się i nie są już tak mocno przesuszone jak wtedy, gdy używałam popularnych szamponów z SLS. Oraz ilość włosów na szczotce jest nieporównywalnie mniejsza - po prostu rzadziej wypadają.


 Macie jakieś doświadczenia z tymi lub innymi składnikami? Czytacie z uwagą skład, czy może kupujecie nie zwracając na to uwagi? Piszcie proszę w komentarzach, chętnie wysłucham Waszej opinii.

Komentarze

  1. Również unikam takich składów, na ile to jest oczywiście możliwe, choć czasem kupię coś ładnego dla oka o składzie kosmicznym :)
    Obserwuję i zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również mam takie "grzeszki" niestety. Stąd tyle negatywnych recenzji na moim blogu xd Dziękuję, z chęcią wpadnę na Twój profil <3

      Usuń

Publikowanie komentarza

Jeśli Was interesuje, czemu nie zaznaczam niektórych na zielono składników, które działają np. wygładzająco na skórę - To nie jest ich pierwotne zadanie. I dotyczy to nie tylko tej recenzji. Zaznaczam na zielono składniki, które wykazują więcej niż dwa pozytywne działania na skórę. Biorę też głównie pod uwagę to, jak nisko czy wysoko się znajdują w składzie. Im niżej, tym mniejsze znaczenie mają te wielce dobroczynne właściwości, a większe z kolei znaczenie ma właściwość konserwująca.

Popularne posty z tego bloga

Bielenda Make-up Academie - Magic Water

Tajemnice INCI: BHA i BHT

Cien Food For Skin żel - peeling do mycia twarzy